Madryt

Madryt ciąg dalszy (#7)

Chciałem zrobić jeden duży wpis z pobytu w Madrycie, ale chyba jednak lepiej będzie go podzielić :) Nie będzie już raczej wpisów „dzień po dniu”. W zamian za to postaram się wyłuskać z naszego pobytu to co najciekawsze. Oczywiście będzie to subiektywny wybór i każdy będzie mógł powiedzieć, że jest coś ciekawszego, lepszego, fajniejszego. Oczywiście. Święte prawo demokracji :)

A więc co tam jeszcze w Madrycie można zobaczyć. (więcej…)

Czytaj więcej

Madryt

Wspomnienie wizyty w Madrycie – część pierwsza (#6)

Niestety nie udała się relacja Live. Głownie z powodu wieczornego lenistwa po całodziennym chodzeniu, a także z chęci odpoczynku od komputera – codziennego narzędzia pracy i rozrywki. Będzie więc retrospekcja :)

Dzięki milom z programu Miles&More  zostaliśmy „dostarczeni” na miejsce przez narodowego przewoźnika z zza naszej zachodniej granicy, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów. Wylot o 6:25 z Poznania, godzinna przesiadka w Monachium i o 11:25 jesteśmy na Półwyspie Iberyjskim. Wita nas słoneczko, które w Wielkopolsce dawno nie było widziane. Temperatura trochę nie hiszpańska, ale 12-14 stopni to i tak prawie 20 stopni różnicy w odniesieniu do temperatury, którą żegnaliśmy Poznań. Nie jest źle.

(więcej…)

Czytaj więcej

Jesienny Istambuł

 

Zawirowania w życiu zawodowym spowodowały, że w tym roku nie było za dużo czasu wolnego, który można byłoby poświęcić na podróże. Niemniej krótki okres bezrobocia w pierwszym kwartale zaowocował biletami do Istambułu. Miasta, w którym byłem już wielokrotnie, ale wielokrotnie mogę również do niego wracać.

Lecimy na krótko. Krótko, ale w gorącym ostatnio okresie zawodowym, każdy dzień spędzony z dala od komputera jest na wagę złota.

Ten wyjazd będzie wyjątkowy z powodu kilku „pierwszych razów”:
– pierwszy raz lecimy tureckimi liniami Pegasus,
– pierwszy raz będziemy lądować w azjatyckiej części Istambułu na lotnisku Sabiha Gökçen,
– pierwszy raz lecimy w grupie siedmioosobowej.

„Kierownikiem” wyprawy jestem ja.

Ostatnio byłem w IST dokładnie 2 lata temu.
Mam nadzieję, że zamieszki na Taksim są już przeszłością.

Czytaj więcej

Japonia 2013 – dzień 8 – Tokyo

Ostatni cały dzień w Tokyo. Jutro już powrót, ale na razie o tym nie myślimy. Na początek zrezygnowaliśmy z hotelowego śniadania. Było niejadalne. Wybraliśmy się za to do okolicznej piekarni i uraczyliśmy się ciepłymi krosantami i kawką. A dalej już Tour de Tokyo.

Na pierwszy ogień idzie jedna z najbardziej znanych tokijskich świątyni – Sensoji Temple [Stacja metra G19, A18]. A jak jedna z najbardziej znanych, to i jedna z najbardziej obleganych. Tłumy witają nas już na stacji Asakusa i równo prowadzą do świątyni. Wśród stoisk z różnymi „pamiątkami” i czymś „na ząb”. W jednej z okolicznych mniejszych świątyń trafiamy chyba na zdjęcie ślubne. Pan fotograf ustawia wszystkich długo i dokładnie, z namaszczeniem układając każdą fałdkę na strojach. Efekt … na załączonym obrazku. Z tego miejsca podziwiamy również Tokyo Sky Tree.

Dalej, wykorzystując nasz całodzienny bilet na metro, udajemy się w kierunku Tokyo Tower [Stacja metra H05]. Podobieństwo do wieży Eiffla uderzające. Wjeżdżamy tylko na pierwszy poziom, bo czas oczekiwania na drugi wynosi 65 minut. Darujemy sobie. Przy okazji – wjazd na drugi poziom jest dodatkowo płatny, a bilety kupuje się już na pierwszym poziomie.

Niedaleko Tokyo Tower znajduje się Zojoji Temple przy której znajduje się aleja małych pomników upamiętniających dzieci aborcyjne. Wszystkie pomniczki poubierane w czapeczki i sukienki. Każdy dzierży wiatraczek. Niektóre chyba stoją tu bardzo długo, bo ich czapeczki porosły mchem.

Z tego miejsca już niedaleko do Monja Street [Stacja metra Y21, E16 – wyjście 7]. Ulica, na której zlokalizowane jest ponad 70 knajpek oferujących Monjayaki. Danie podobne do okonomiyaki, ale bez naleśnika. Co ciekawe, wszystkie restauracje oferują tylko stoliki wyposażone w pogrzewane blaty. Danie przyrządza się samemu. Jak ktoś nie za bardzo potrafi (tak jak my), to na szczęście można skorzystać z pomocy. My trafiliśmy do restauracji, w której mogliśmy z jedną z „kelnerek” porozmawiać w cywilizowanym języku – po rosyjsku.

Kolejnym punktem dnia było dotarcie do tokijskiej Statuy Wolności. Jakoś w przewodniku nie bardzo mogłem znaleźć drogi, więc trzeba było sobie jakoś radzić. A droga do The Statue of Liberty in Tokyo wygląda tak: metrem docieramy do stacji Toyosu [Y22] i przesiadamy się na linię Yorikamome (http://www.yurikamome.co.jp/en/) [stacja U16]. Statua Wolności znajduje się na stacji Daiba [U07]. Nigdy nie byliśmy w NY, ale ta jest chyba trochę mniejsza.

Spacerując po okolicy dotarliśmy do Water bus station Odaiba. A ponieważ za kilkanaście minut odpływał wodny bus do stacji Asakusa, więc się zaokrętowaliśmy i po ok. 50 minutach rejsu zeszliśmy na ląd w okolicach stacji Asakusa. Tak więc zatoczyliśmy koło.

W drodze do Shinjuku, na sushi w rolling barze, zahaczyliśmy jeszcze o słynną Ginzę. Domy towarowe najbardziej znanych marek zawsze robią wrażenie, ale nas z tamtych okolic przegonił lekki deszcz. Prawdopodobnie ostatnie japońskie sushi i lądujemy w hotelu. Trzeba przygotować się do jutrzejszej wizyty u Cesarza.

INFORMACJE CENOWE:

  • bilet Tokyo Tower I poziom – 820YEN,
  • bilet Tokyo Tower II poziom – dodatkowo 600YEN,
  • transfer do Statuy Wolności – 310YEN,
  • bus wodny z Odaiba do Asakusa – 1520YEN,
  • sushi w rolling barze – 105YEN i 210YEN,
  • bilet na lotnisko – Keisei Skyliner – 2400YEN.

dzień 0 || dzień 1 || dzień 2 || dzień 3 || dzień 4 || dzień 5 || dzień 6 || dzień 7 || dzień 8 || dzień 9

Czytaj więcej

Japonia 2013 – dzień 7 – Yokohama

Dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy jako odpoczynek od świątyń, na rzecz wielkiej aglomeracji. Jak się później okazało, Japończycy poznali nasze plany i chyba wszyscy ruszyli za nami. A tak naprawdę dzisiaj w Japonii jest dzień dziecka, więc tysiące (setki tysięcy) ludzi skorzystało z pięknej pogody i spędziło ten dzień w okolicach portu w Yokohamie.

Początek dnia do szybka podróż do dzielnicy Roppongi, do Franciszkańskiej Kaplicy, aby spełnić niedzielny obwiązek. Po Mszy podjęliśmy próbę dotarcia do Yokohamy, co na początku okazało się wcale nie łatwe. Pomimo tego, że mniej więcej wiedzieliśmy jaką linią powinniśmy pojechać. Pomimo tego, że pociągi mają są pomalowane w kolory linii, po których jeżdżą. Nie udało nam się za pierwszym razem. To znaczy może i się udało, ale w wagonach nie było elektronicznego wyświetlacza kolejnych stacji i nie bardzo wiedzieliśmy czy dobrze jedziemy. Druga próba okazała się skuteczna. Pomógł nam trochę pracownik stacji sprawdzający bilety. Po 20 minutach wysiedliśmy na stacji Yokohama.

W Yokohamie też jakoś orientacja w terenie nas zawiodła. Może dlatego, że idąc ulicą wszystkie punkty orientacyjne zasłaniają okoliczne wieżowce. Summa summarum udało nam się w końcu udało nam się dotrzeć do najwyższego wieżowca Japonii – The Landmark Tower. Wchodząc przez centrum handlowe należy kierować się na trzecie piętro, z którego można wjechać na taras widokowy. Na zlokalizowany na 69 piętrze Sky Garden wjeżdżamy, wpisaną do Księgi Rekordów Guinessa, najszybszą windą na świecie. W szczytowym momencie jedzie 750m/min. (45 km/h). Niestety jazda z taką prędkością trwa tylko chwilkę, bo winda hamuje przez ok. 25 pięter :) Widok z góry jest przepiękny. Przy dobrej widoczności można zobaczyć z jednej strony Fuji, a z drugiej Tokyo Sky Tree. Pogoda dzisiaj była przepiękna i udało nam się zobaczyć obie te atrakcje. Niestety obiektyw aparatu nie jest tak dokładny i na zdjęciach tego nie widać :( Myślę, że to były dotychczas najlepiej wydane pieniądze na bilety.

Kolejną atrakcję wartą zobaczenia, zaraz przy wyjściu z Landmark Tower, jest żaglowiec Nippon Maru. Trasa zwiedzania prowadzi przez cały okręt. Można zobaczyć mostek, messę i różne kajuty. Można się również przymierzyć do marynarskiej koi. Bilet obejmuje również zwiedzanie muzeum morskiego, w którym można zobaczyć różne modele statków. Od historycznych począwszy, a na współczesnych skończywszy. Bardzo fajna atrakcja, nie tylko dla marynistów.

Po wyjściu z muzeum przespacerowaliśmy się wzdłuż nabrzeża w kierunku słynnego China Town. Cały czas przeciskając się w tumie. Samo China Town nie zrobiło na nas jakiegoś większego wrażenia. Być może to nie są nasze klimaty. Jedyne co zauważyliśmy to potężne kolejki do wszystkich knajp i stoisk z jedzeniem.

Dalej spacer po nieodległym parku Harbor View i handlową ulicą Motomachi powrót do stacji kolejki JR. Dzisiejszy gorący dzień odbił się na naszej kondycji. Chyba również odczuwamy skutki intensywnego zwiedzania w ostatnich dniach. Wieczorny wypad na pięknie oświetlone tokijskie ulice odbył się już w bardzo spacerowym tempie.

INFORMACJE CENOWE:

  • bilet całodzienny na Tokyo Metro – 710YEN,
  • bilet całodzienny na TM i TOEI – 1000YEN,
  • Tokyo Combination Ticket (praktycznie na wszystko) – 1580YEN,
  • The Landmark Tower Sky Garden – 1000YEN,
  • zwiedzanie Nippon Maru i muzeum morskiego 600YEN.

dzień 0 || dzień 1 || dzień 2 || dzień 3 || dzień 4 || dzień 5 || dzień 6 || dzień 7 || dzień 8 || dzień 9

Czytaj więcej